//Chrześcijaństwo i islam. Czy dialog jest możliwy? cz.IV

Chrześcijaństwo i islam. Czy dialog jest możliwy? cz.IV

Ten (czwarty i ostatni z cyklu) artykuł będzie bardziej osobisty. Od kilkunastu lat zajmuję się islamem. Jako chrześcijanin, teolog i religioznawca. Nie uważam jednak, że antropolog, socjolog religii, a nawet teolog religii – jeśli nie ma żywego doświadczenia Boga i nie patrzy na badaną tradycję religijną w świetle łaski Bożej, w perspektywie wiary – jest w stanie „dotrzeć” do istoty fenomenu danej religii. Oczywiście do tego, aby szanować wyznawców innej religii i być zwolennikiem szczerego dialogu międzyreligijnego, wystarczy być dobrym człowiekiem o otwartym umyśle i właściwie uformowanym sumieniu. Wielu „dialogowców” uważa, że szacunek i tolerancja religijnej różnorodności wystarczą. Jestem innego zdania: nie wystarczą! Jestem pewien, że Bóg oczekuje od nas czegoś więcej. Przynajmniej w odniesieniu do duchowej monoteistycznej rodziny potomków Abrahama: chrześcijan, muzułmanów i żydów.

Twarz „innego” człowieka i jego wiara

Dialog, jeśli ma być autentyczny, musi z jednej strony wychodzić od głębokiego rozumienia i przeżywania własnej tożsamości wyznaniowej, z drugiej strony powinien być twórczy, odważny, elastyczny, z wyobraźnią. Prawdziwy dialog (także międzyreligijny) zawsze prowadzi do „przenikania światów” swojego i tego, którego poznaję. Jeśli docieram poprzez głęboką empatię do sedna doświadczenia „innego” człowieka; jeśli – jak zapewne powiedziałby francuski filozof Emmanuel Levinas – odkrywam twarz „innego” i zaglądam w jego oczy, widząc blask jego wiary, to nie mogę przejść obojętnie obok jego tradycji religijnej uznającej jak moja tego samego Boga, który objawił się Abrahamowi. A w dialogu międzyreligijnym, jeszcze bardziej niż w dialogu interpersonalnym dotyczącym spraw ludzkich, chodzi właśnie o Boga doświadczanego w „innym” poprzez świadectwo jego wiary. A zatem, aby mogło się dokonać autentyczne, głębokie spotkanie interreligijne musimy mieć do czynienia z prawdziwe wierzącymi chrześcijanami i muzułmanami, z wyznawcami Chrystusa, którzy doświadczyli głębokiego spotkania z Nim samym w modlitwie, Słowie Bożym, sakramencie i chrzcie w Duchu Świętym oraz naśladowcami arabskiego Proroka dotkniętymi i przemienionymi przez łaskę Bożą w czasie odmawiania modlitwy (salat), odbywania pielgrzymki do Mekki (hadżdż), praktyki zikru, recytacji Koranu, postu w miesiącu ramadan czy przebywania w transformującej obecności sufickiego nauczyciela (szajcha). Dialog interreligijny między jedynie kulturowymi chrześcijanami i muzułmanami, którzy czasem chodzą lub nie chodzą w ogóle do kościoła lub meczetu albo nawet często, lecz jedynie z powodu tradycji, wychowania czy presji otoczenia czy dla samozadowolenia, nie może mieć trwałych owoców i prawdopodobnie jest fikcją.

Z tego też wyżej przedstawionego powodu nie potrafię być wyłącznie akademikiem badającym systemy religijne świata. Oczywiście nauki empiryczne i humanistyczne są bardzo pomocne. Ale nie wystarczą. Potrzebne jest duchowe doświadczenie. Nie jestem odosobniony w takim myśleniu. Wystarczy zapoznać się ze strony chrześcijańskiej z myślą i duchowością chociażby Thomasa Mertona i Christiana de Cherge, dwóch mistyków otwartych na duchowe tradycje islamu. Natomiast w świecie islamu chyba nikt tak radykalnie nie doświadczył Chrystusowego Krzyża jak Mansur al-Halladż, muzułmański mistyk zamordowany w Bagdadzie. Tak przynajmniej przekonywał nas o tym Louis Massignon, wybitny francuski orientalista i znawca muzułmańskiej mistyki.

Jak już wyżej wspomniałem, zajmuję się religią muzułmańską od kilkunastu lat. Islam stał się moim drugim duchowym domem. Pierwszym jest jeden, święty, powszechny i apostolski Kościół, który – jak wierzę – trwa od dwóch tysięcy lat w Kościele katolickim. Dlatego też postrzegam islam – obok judaizmu – jako bratnią religię prawdziwego Boga, który przemówił do ludzkości. Nie należy tłumaczyć się ze swojej miłości i dziwić podejściu, które chce czegoś więcej.

Czy zatem jest możliwe, z pomocą Bożą, otwarcie chrześcijaństwa na islam oraz islamu na chrześcijaństwo? Czy jesteśmy w stanie – jak powiedziałby papież Franciszek – zburzyć mury i zbudować mosty pomiędzy cywilizacją chrześcijańską i muzułmańską, kulturą, teologią i duchowością chrześcijańską i muzułmańską? Tu chodzi o coś dużo więcej niż tylko dobrosąsiedzkie stosunki.

Trzy marzenia: jedna owczarnia – jedna Umma – cywilizacja miłości

Noszę w sercu i umyśle trzy marzenia. To nie są tylko marzenia. Raczej proroctwa, niezrealizowane projekty. I nie są moje. Dwa pierwsze pochodzą od samego Jezusa Chrystusa i proroka Muhammada, trzecie – od papieża Jana Pawła II, uznawanego w Kościele katolickim za 264-tego namiestnika Chrystusowego i następcę świętego Piotra Apostoła. Pierwsze marzenie dotyczy duchowej społeczności skupionej wokół miłości Chrystusa, wspólnoty składającej się z ludzi, którzy znają głos Jezusa, dobrego Pasterza, i doświadczają Jego totalnej miłości. Drugie marzenie związane jest z harmonijną w swej różnorodności społecznością ludzi szanujących Proroka islamu, zjednoczonych w jednej Ummie. Trzecie marzenie i proroctwo dotyczy stworzenia cywilizacji miłości.

Pierwszy projekt, – plan, proroctwo, marzenie – został przedstawiony w Ewangelii według św. Jana Apostoła:

Ja jestem dobrym pasterzem. Dobry pasterz daje życie swoje za owce.  (…) Ja jestem dobrym pasterzem i znam owce moje, a moje Mnie znają, podobnie jak Mnie zna Ojciec, a Ja znam Ojca. Życie moje oddaję za owce.  Mam także inne owce, które nie są z tej owczarni. I te muszę przyprowadzić i będą słuchać głosu mego, i nastanie jedna owczarnia, jeden pasterz” (J 10, 11.14-16).

Powyższe słowa wypowiedziane przez Jezusa stanowią wizję wspólnoty (metaforycznie: owczarni), w skład której wchodzą wszyscy ci, którzy poznali i doświadczyli miłości Chrystusa, znają Jego głos (Pasterza) i są blisko Niego. Jest to wizja wspólnoty globalnej otwartej na „nowe owce”, na wszystkich tych, którzy doświadczyli w swoim życiu duchowej obecności żyjącego Mesjasza, w którego zobowiązani są wierzyć nie tylko chrześcijanie, ale też muzułmanie – zgodnie z Koranem wzywającym do wiary w Ewangelię:

O wy, którzy wierzycie! Wierzcie w Boga i w Jego Posłańca, w Księgę, którą zesłał Swemu Posłańcowi, i w Księgę, którą zesłał przedtem!” (Sura 4, 136).

Drugie marzenie to nie do końca zrealizowany projekt harmonijnie rozwijającej się i tolerancyjnej społeczności utworzonej przez proroka Muhammada po jego emigracji z Mekki do Medyny w 622 roku, funkcjonującej zgodnie z trzema traktatami zawartymi w tzw. konstytucji medyńskiej. Traktaty te normowały pokojowe i sprawiedliwe stosunki pomiędzy muzułmanami (muhadżirin, tj. „emigrantami”, którzy wywędrowali z Mekki i ansarami, czyli „wspierającymi” z Medyny), żydami oraz medyńskimi politeistami w ramach istnienia jednego ludu, jednej Ummy, w której wszyscy byli równoprawnymi członkami. Umowy te gwarantowały wszystkim wsparcie i ochronę przed jakąkolwiek niesprawiedliwością oraz zobowiązywały do wspólnej troski o miasto i jego obrony. I, co ważne, ludzie Księgi cieszyli się w niej pełną wolnością religijną i stanowili z muzułmanami jedną Ummę, bez dyskryminacji i bycia – jak to bywało później w historii – obywatelami drugiej kategorii w społeczności islamskiej. Niestety ten społeczny projekt Muhammada upadł. Doszło bowiem ze strony plemion do zdrady i zerwania sojuszu, co poskutkowało polityką dyskryminacyjną, wygnaniem oraz militarnym i finansowym upokorzeniem. Poczucie jedności i stabilności „pod płaszczem” Muhammada przy zachowaniu różnorodności w jednej wspólnocie nie przyniosło wówczas trwałych efektów. Musimy dziś na nowo wskrzesić to wielkie marzenie społecznej zgody, które nosił w sercu Prorok islamu. Wyraźmy to głośno: aprobata misji Proroka przy zachowaniu pełnej różnorodności społecznej, narodowej i religijnej!

Trzecie marzenie to właściwie nakaz i zachęta do budowania cywilizacji miłości, „świata bardziej ludzkiego” opartego na wartościach przyniesionych przez Chrystusa i zapisanych w Ewangelii, to jest na miłości, sprawiedliwości i solidarności społecznej, pokoju, prawdzie i wolności oraz godności każdej osoby ludzkiej od poczęcia do naturalnej śmierci, ochronie rodziny i wspieraniu odpowiedzialnego rodzicielstwa i wreszcie miłosierdziu względem najbardziej potrzebujących pomocy, żyjących na peryferiach społecznych i kulturowych. Budowanie cywilizacji miłości nie jest tylko wezwaniem do nawrócenia serca skierowanym do jednostek, ale misją społeczeństw kierujących się w życiu społeczno-politycznym i ekonomicznym, nauce, technologii, w stosunku do środowiska naturalnego i w polityce międzynarodowej transcendentnymi i uniwersalnymi zasadami głoszonymi przez Chrystusa. Jest realizacją powszechnego braterstwa w społeczeństwie i pomiędzy narodami. Jan Paweł II wezwanie to skierował do wszystkich już na początku swego pontyfikatu w homilii podczas mszy świętej inauguracyjnej:

Nie lękajcie się, otwórzcie, otwórzcie na oścież drzwi Chrystusowi. Dla Jego zbawczej władzy otwórzcie granice państw, systemów ekonomicznych i politycznych, szerokie dziedziny kultury, cywilizacji, rozwoju! Nie lękajcie się! Chrystus wie, co nosi w swoim wnętrzu człowiek. On jeden to wie!”.

Realizacja tych trzech pięknych projektów jest moim marzeniem. I wierzę, że to marzenie nosi w sercu bardzo wielu ludzi. Wizja globalnej społeczności zjednoczonej miłością Chrystusa i uznaniem dla misji Proroka islamu przy zachowaniu społecznego i religijnego pluralizmu, budującej uniwersalną cywilizację miłości opartą na solidarności, powszechnym braterstwie i sprawiedliwości społecznej głoszonej przez Chrystusa i Muhammada.

Wezwanie do obopólnego nawrócenia

Nie chcę nikogo oskarżać. Ale nie zamierzam też usprawiedliwiać. Nie sądzę, aby wyznawanie wiary chrześcijańskiej w dzisiejszym zglobalizowanym świecie było wystarczającym usprawiedliwieniem dla chłodnego dystansu względem osoby i misji arabskiego Proroka. Nie uważam też, że bycie muzułmaninem jest wystarczającym pretekstem, aby zamknąć swoje serce na głos Ewangelii i żywe świadectwo wiary Kościoła, a zwłaszcza wiary i miłości jego dawnych i współczesnych świętych. Dlatego też przyznaję rację Świętemu Koranowi, gdy ten wyrzuca niewiarę sporej części chrześcijanom (i żydom) wrogo usposobionym do proroka Muhammada:

Oni nie są jednakowi. Wśród ludu Księgi jest naród stojący mocno: oni recytują znaki Boga czuwając nocą i wybijają pokłony” (Sura 3,113). „A jeśliby uwierzył lud Księgi, to byłoby dla niego lepiej” (Sura 3,110). „O ludu Księgi! Dlaczego odsuwacie z drogi Boga tych, którzy uwierzyli, starając się ją wykrzywić, a przecież jesteście świadkami?” (Sura 3,99). „Zaprawdę, wśród ludu Księgi są tacy, którzy wierzą w Boga i w to, co wam zostało zesłane, i w to, co im zostało zesłane, korząc się przed Bogiem; i oni nie sprzedają znaków Boga za małą cenę! Oni otrzymają nagrodę u swego Pana” (Sura 3,199).

Ubolewam również z powodu braci muzułmanów zamkniętych na osobiste doświadczenie miłości żyjącego Mesjasza:

Ja wszystkich, których kocham, karcę i ćwiczę. Bądź więc gorliwy i nawróć się! Oto stoję u drzwi i kołaczę: jeśli kto posłyszy mój głos i drzwi otworzy, wejdę do niego i będę z nim wieczerzał, a on ze Mną.  Zwycięzcy dam zasiąść ze Mną na moim tronie, jak i Ja zwyciężyłem i zasiadłem z mym Ojcem na Jego tronie. Kto ma uszy, niechaj posłyszy, co mówi Duch do Kościołów” (Ap 3,19-22).

Święty Koran ma rację krytykując niektóre postawy grup chrześcijan i wyznawców judaizmu, jak też wtedy, gdy potępia hipokryzję części muzułmanów.

Co stoi na przeszkodzie, aby chrześcijanie z muzułmanami, zgodnie wpatrzeni w miłość Chrystusa i profetyczne świadectwo Muhammada, wspólnie budowali cywilizację miłości, podejmując wszelkie starania o „bardziej ludzki świat”? Nie możemy poprzestać na klepaniu się po ramionach na salonowych spotkaniach międzyreligijnych.

Dialogicznie nastawieni do siebie chrześcijanie i muzułmanie powinni połączyć siły i przeciwstawić się chrystianofobii i islamofobii. Również w Polsce. Nie ze wszystkimi da się dialogować i współpracować, ale już teraz możemy podjąć programowe działanie zespalające dialogowe środowiska muzułmańskie i katolickie. Nade wszystko musimy jednak podjąć dalekosiężną kampanię modlitwy (wspólnej i nawzajem za siebie). To musi być przemyślana strategia, systemowe działanie. Aktywność bez modlitwy może okazać się daremna lub mało skuteczna, jak mówi Pismo:

Jeżeli Pan domu nie zbuduje, na próżno się trudzą ci, którzy go wznoszą. Jeżeli Pan miasta nie ustrzeże, strażnik czuwa daremnie. Daremnym jest dla was wstawać przed świtem, wysiadywać do późna – dla was, którzy jecie chleb zapracowany ciężko; tyle daje On i we śnie tym, których miłuje” (Psalm 127, 1-2).

Boża iskra

W objawieniach Jezusa Miłosiernego przekazanych przez jedną z największych mistyków uznanych przez Kościół katolicki, polską zakonnicę św. Faustynę Kowalską, można znaleźć słowa o Polsce, z której ma wyjść Boża iskra, która przygotuje ludzkość na ponowne przyjście Mesjasza. Oby ta iskra rozpaliła nasze serca i przyniosła również polskim katolikom i muzułmanom nową perspektywę, dzięki której spojrzymy na siebie, jak nigdy dotąd, jako na braci w wierze. Niech ta Boża iskra rozpali miłość pomiędzy katolikami i muzułmanami, zniszczy istniejące bariery i sprawi, że poczujemy się jedną rodziną Bożą powołaną do dawania wobec świata świadectwa wiary w jedynego Boga objawiającego się w Swoim Boskim Słowie, które w perspektywie chrześcijańskiej stało się Chrystusem („Słowo ciałem się stało i zamieszkało między nami”), zaś w perspektywie muzułmańskiej – Koranem arabskim.

Niech tak się stanie. Módlmy się w tej intencji. Amen.

Mariusz Maciak – nauczyciel, teolog, religiolog; ukończył magisterskie studia slawistyczne i teologiczne (Katolicki Uniwersytet Lubelski) oraz studia doktoranckie z zakresu teologii religii i religioznawstwa (Uniwersytet Kardynała Stefana Wyszyńskiego)